Ryanne

13.11.2017 - Czas na przeczytanie tekstu: 6 min

Wywiad z André Haardt

Jak powstała Squla? Dlaczego holenderski pomysł na edukację przez zabawę zawitał do Polski? Na te i wiele innych pytań odpowiada André Haardt  —  twórca i dyrektor Squli. Zachęcamy do lektury!


Jaki startup Pan rozwija i skąd idea takiego projektu?

Squla to przykład startup’u Edtech (z ang. Educational Technology), łączącego edukację z nowoczesnymi technologiami. Dzięki szybkiemu rozwojowi obecnie znajdujemy się już w tzw. fazie Scale up’u – tak określa się firmy, które po 3 latach działania przynoszą co najmniej 20% zysku rocznie i zatrudniają minimum 10 osób. W naszym wypadku to już 50 pracowników: 40, którzy są z nami na stałe oraz 10 freelancerów.

Pomysł wziął się z chęci usprawnienia systemu oświaty. W czasach, kiedy zaczynaliśmy, nie było spersonalizowanego szkolnictwa, dostosowanego indywidualnie do potrzeb uczniów. Zauważyłem też jak dużo czasu dzieci spędzają przed komputerem – to około aż 2 godzin każdego dnia! Postanowiłem to wykorzystać i połączyć naukę z zabawą. Rozpoczęliśmy testy. Przez 3 tygodnie dzieci po szkole odpowiadały na przygotowane przez nas pytania quizowe, zdobywały punkty i rywalizowały ze swoimi kolegami. Nauczyciele byli zdziwieni, jak łatwo można zmotywować uczniów do nauki w ten sposób. Ten eksperyment przekonał mnie do rzucenia pracy w wydawnictwie i postawieniu na rozwój Squli. Było to w 2010 roku.

Czym zajmował się Pan przed uruchomieniem tego projektu?

Zajmowałem się marketingiem pracując dla De Agostini, Accenture i Philipsa, ale zawsze wiedziałem, że sektor startup daje ogromne możliwości. Zdobyte wcześniej doświadczenie okazało się bardzo przydatne w rozwoju platformy.

Jak Squala działa krok po kroku?

Mechanizm jest dość prosty. Wystarczy zalogować się na platformie, wybrać dowolny przedmiot szkolny i rozwiązać quizy, które utrwalają wiedzę zdobytą w szkole. Warto podkreślić, że wszystkie zadania są dostosowane do nowej podstawy programowej przyjętej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Dzieci mogą na naszej platformie rozwiązywać zadania nie tylko z polskiego, ortografii, przyrody czy matematyki, ale również uczyć się wybranych języków obcych. W tej chwili to hiszpański, angielski, francuski, niemiecki, włoski. Stale rozbudowujemy tę bazę. Za każdą dobrą odpowiedź, użytkownicy otrzymują wirtualne punkty, a rodzice mogą śledzić na bieżąco ich postępy. Dzieci mogą także w pozytywnym sensie rywalizować z rówieśnikami, co często działa na nie motywująco. Obecnie mamy prawie 600 tyś. zarejestrowanych kont indywidualnych. Natomiast szkoły korzystają z platformy za darmo.

Skąd decyzja żeby Holender po swoim kraju oraz Francji wszedł ze swoim projektem akurat w Polsce?

Niewątpliwie ważnym czynnikiem były zmiany zachodzące w systemie edukacji. Zauważyłem, że na polskim rynku brakuje podobnego produktu, który pomoże dzieciom zdobywać wiedzę w sposób dopasowany do ich oczekiwań. Postanowiłem wykorzystać tę niszę. Poziom szkolnictwa był bardzo wysoki, jednak brakowało takiego multimedialnego uzupełnienia. Nie bez znaczenia był również stabilny wzrost gospodarczy. Polacy każdego roku coraz więcej i chętniej inwestują w rozwój swoich dzieci i rozwijanie ich pasji. Doskonale zdają sobie sprawę, że to będzie miało wpływ na ich przyszłość i późniejszą drogę zawodową.

Czy za “polską” część projektu odpowiada ktoś kto zna nasz rynek? Jak to wygląda?

Tak, powodzenie projektu na danym rynku jest niemożliwe bez udziału najwyższej klasy specjalistów z kraju, w którym rozpoczynamy działalność. Nie chodzi o to, aby kopiować jeden do jednego założenia, jakie sprawdzają się np. w Holandii, ale żeby wypracować model, który jest zgodny z przepisami, zainteresowaniami, a przede wszystkim potrzebami użytkowników w Polsce. Dlatego zatrudniamy cenionych w Polsce twórców treści edukacyjnych. Także w dziale marketingu i wsparcia technicznego pracują Polacy. Ich wiedza na temat lokalnych uwarunkowań jest dla nas najważniejsza, jest gwarancją jakość i decyduje o sukcesie.

Proszę opowiedzieć coś o wynikach startup’u na rynkach, na których działa dłużej?

Tylko w Holandii mamy 110 tys. użytkowników korzystających odpłatnie z platformy. Można powiedzieć, że podwajamy swoje zyski z każdym rokiem. To bardzo cieszy, ale trzeba też zauważyć, że na początku działalności jest zawsze prostsze, ponieważ w grę wchodzi, m.in. efekt nowości. Teraz, gdy zwiększamy swój zasięg będzie to wymagało więcej pracy, ale wszystko wskazuje na to, że osiągniemy zamierzony cel.

Rozwija Pan biznes w Holandii oraz Francji. Jak w tych krajach wygląda ekosystem startup’ów? Czy pomysłodawcy mogą liczyć na jakieś rządowe programy/wsparcie? Jak wygląda ten rynek w tych krajach?

Startup’y z każdej branży i w każdym kraju muszą przede wszystkim zmierzyć się z wymogami rynku, na którym funkcjonują. Najważniejszy jest pomysł i jego przemyślana realizacja, co oznacza, m.in. konieczność dokładnej analizy potrzeb naszych odbiorców i sensownego biznesplanu. W Holandii startupy mogą liczyć, np. na pewne ulgi podatkowe, czego we Francji już nie ma. Proces rejestracji jest dość prosty: wystarczy zgłosić swoją działalność w urzędzie, wypełnić formularz rejestracyjny i wkrótce można już zacząć działać.

Czy są jakieś istotne różnice w prowadzeniu startupa w Holandii, Francji i w Polsce?

Różnica jest chociażby w systemie płatności – w Polsce nie używa się tak często automatycznego system odmawiania subskrypcji, jak chociażby w Holandii czy Francji. System szkolnictwa, rynek edukacji i zachowania konsumenckie są także inne niż w Holandii.

Jakie cele stawiacie sobie w Polsce? Czy po Polsce planujecie ekspansję na innych rynkach?

Chcemy być bezkonkurencyjni wśród dzieci, rodziców i szkół pod względem liczby użytkowników korzystających z platformy oraz świadomości, że takie rozwiązanie jak Squla w ogóle istnieje. Planujemy ekspansję na kolejne rynki takie jak Hiszpania, Niemcy, Anglia i Włochy. Prace nad rozwojem platformy już trwają.

A gdyby tak polski startup chciał wejść na rynek holenderski? Co by Pan poradził przed podjęciem takiej decyzji?

Trzeba próbować i stale się uczyć – każdy rynek jest inny, ale pomimo to istnieje wiele podobieństw. Tak jak wszędzie najważniejsze jest zrozumienie potrzeb ludzi i dostosowanie rozwiązań do ich oczekiwań. Jakość i funkcjonalność to podstawa powodzenia. Ważne są też osoby, z którymi pracujemy. Nie mogą być przypadkowe, najlepiej aby byli miejscowymi ekspertami. Dzięki temu pomogą nam doskonale poznać potrzeby rynku.

 

Save

Save

Save

Save

Save

Podoba Ci się tekst? Podziel się nim!